Dziś „nadaję” z Warszawy, gdzie inwestuję w doświadczenia, a książkę przeczytałam na gorąco i jestem szczęśliwa, że to zrobiłam!
Powiem Wam szczerze – myślałam że ja nie mam jeszcze tylu pieniędzy, żeby czytać o tym jak je wydawać. ![]()
A tu
taka pozycja.
Są książki, które zmieniają sposób, w jaki zarządzamy pieniędzmi.
I są takie, które zmieniają sposób, w jaki zarządzamy życiem.
Po „Śmierci z zerem na koncie”, nie spodziewałam się rewolucji. Myślałam, że będzie to kolejna zachodnia filozofia o wydawaniu pieniędzy „mądrze i z przyjemnością”.
Tymczasem dostałam coś znacznie głębszego – zaproszenie do konfrontacji z własnymi lękami, przekonaniami, i pytaniem, które z pozoru wydaje się proste, a jednak potrafi rozwalić cały misternie budowany dorosły świat:
Czy naprawdę chcesz umrzeć z pełnym kontem i pustym sercem? ![]()
![]()
Od dziecka uczono nas, że trzeba iść prostą, sprawdzoną ścieżką: szkoła, studia, praca, kredyt, dom, emerytura.
Najlepiej w tej kolejności, najlepiej w tym samym tempie co wszyscy.
Nie wyróżniaj się, nie ryzykuj, nie wydawaj za dużo – a potem na starość, może jak będziesz miał szczęście, odpoczniesz.
Ale nikt nie powiedział, że po drodze możesz przegapić własne życie.
Że możesz budować majątek, którego nigdy nie wykorzystasz.
Że możesz odkładać marzenia, aż już nie będzie sił, by je zrealizować.
I że możesz dojść do końca drogi, nie wiedząc, po co właściwie żyłeś.
Kiedy czytałam tę książkę, widziałam twarze
Tych, którzy oszczędzali całe życie, a na emeryturze bali się wydać choćby złotówkę więcej, bo „co będzie, jak zachoruję”.
Tych, którzy nie pojechali z dziećmi na wakacje, bo „może za rok, teraz lepiej wpłacić więcej na kredyt”.
Tych, którzy potrafili wyrzec się bliskości, relacji, a nawet własnych dzieci – by nie musieć rozstać się z własnymi pieniędzmi.
Takich ludzi znam.
I wiem, że strach przed brakiem potrafi być silniejszy niż miłość.![]()
![]()
A tu! Coś czego brakowało! Szczera, prosta i prawdziwa pozycja – wołająca STOP!
Nie po to, żeby rzucać wszystko i wydawać bez sensu.
Ale po to, żeby się zastanowić: po co w ogóle zarabiasz, jeśli boisz się korzystać z tych pieniędzy?
Po co sięgasz po kolejne zabezpieczenia, jeśli każdy dzień przypomina Ci, że nie jesteś szczęśliwy?
Dlaczego ciągle odkładasz życie „na później”, skoro wiesz, że czas to jedyne, czego nie da się odzyskać?
Wiesz, co mnie w tej książce poruszyło najbardziej?
To, że mówi o czymś, co doskonale znam.
Przez lata żyłam w świecie, gdzie posiadanie miało być odpowiedzią na wszystko.
Miałam za sobą wiele ciężarów, ograniczeń, przekonań, że tak trzeba i co powiedzą inni, życie na pokaz i przekonanie, że „więcej” oznacza „lepiej”. Wyszłam z tego. I dziś widzę, że są też tacy, którzy żyją dokładnie odwrotnie – z pozoru rozsądnie, stabilnie, oszczędnie – a jednak każdego dnia odmawiają sobie życia, odkładając wszystko „na potem”, które nie nadchodzi.
Ta książka to nie poradnik – to lustro
Lustro, w którym możesz się przejrzeć i zobaczyć nie tylko, gdzie jesteś finansowo, ale gdzie jesteś emocjonalnie i duchowo.
Czy jesteś obecny w swoim życiu?
Czy czujesz radość z tego, co już masz?
Czy dajesz sobie prawo do doświadczenia, do radości, do świętowania?
Czy żyjesz w strachu przed stratą tak wielkim, że nawet nie zauważasz, że już niczego nie zyskujesz?
W tej książce poznasz, nazwiesz swój lęk lub przypomnisz sobie, że życie ma swoje fazy – i nie każda z nich nadaje się do tych samych przeżyć. Są rzeczy, które mają sens tylko w określonym wieku. Odwlekając je, często zabijamy je na zawsze.
Pieniądze mają być narzędziem do przeżyć, nie celem samym w sobie.
Dziedziczenie to nie tylko spadek finansowy – to wspomnienia, które zostawiasz swoim dzieciom.
Oszczędzając przesadnie, możesz przegapić nie tylko momenty – możesz przegapić siebie.
Dla kogo jest ta książka?
Dla tych, którzy zarabiają dobrze, ale nadal żyją w mentalności biedy.
Dla tych, którzy nie mają wiele, ale myślą, że tylko dzięki pieniądzom będą mogli kiedyś zacząć żyć.
Dla tych, którzy czują, że coś w ich codzienności nie gra – ale nie potrafią tego jeszcze nazwać.
Dla mnie osobiście?
To było jak mocne przypomnienie, że największą wartością nie jest liczba na koncie – tylko świadomość, że wykorzystałam każdy dzień najlepiej, jak umiałam.
I że największym darem dla moich dzieci nie będzie wyższe konto oszczędnościowe, ale historia matki, która miała odwagę żyć.
Nie tylko pracować. Nie tylko zabezpieczać. Nie tylko planować.
Po prostu – żyć.
Genialna pozycja dla nas wszystkich!
